
Kobiecy weekend z jogą – dlaczego warto zrobić sobie prezent
Za oknem jeszcze prawie noc, jestem w piżamie, siedzę w łóżku z laptopem i piszę. Obudziłam się dziś przed czwartą, a ponieważ ta godzina brzmi dla mnie jak środek nocy, to próbowałam sprawdzonych sposobów na powrót do snu. Ale nic nie działało, ani medytacja, ani viparita karani (pozycja z nogami na ścianie), ani praca z oddechem. Poczułam, że po prostu może ja nie powinnam już spać i że najlepiej będzie wykorzystać ten czas kreatywnie. Wstałam, wykonałam moje poranne rytuały, zjadłam śniadanie, wygłaskałam Bryzę i poczułam, że nie ma co dalej uciekać od pisania, tylko trzeba siąść i to zrobić. Tak… uciekać, bo pomysł na ten wpis powstał zaraz po powrocie z Lipowej Doliny, czyli w drugiej połowie listopada. Wpisałam sobie to zadanie na listę rzeczy „to do” i tak przepisywałam przez 3 tygodnie, aż się w końcu poddałam i przestałam przepisywać. W mojej codzienności były pilniejsze tematy i zobowiązania, więc może tak miało być. Wszechświat miał dla mnie inny plan niż moja lista „to do”. Dziś jest pierwszy dzień luzu, co znaczy, że zrobiła się przestrzeń na relację.
Jeden listopadowy weekend spędziłam z grupą cudownych Kobiet na zorganizowanym przeze mnie wydarzeniu, które nazwałam „Kobiecy weekend z jogą”. Moim celem było dać Kobietom przestrzeń do oderwania się od codzienności, do bycia blisko natury, a z dala od szumu miasta. Chciałam, aby w tym czasie mogły zająć się tylko sobą, bez dbania o innych i bez wypełniania codziennych obowiązków.
Tworząc ten wyjazd wiedziałam, że chcę by odbył się w przytulnym miejscu, gdzie będzie wygodnie i smacznie. Wybrałam Lipową Dolinę, miejsce prowadzone przez ciepłą i gościnną panią Basię. Dzięki temu spędziłyśmy 3 dni na lubelskiej wsi położonej niedaleko Kazimierza Dolnego w przepięknych wąwozach. Wszechświat nam sprzyjał i to był najcieplejszy listopadowy weekend od lat. Panie kucharki z Lipowej Doliny zadbały o to, żebyśmy nie były głodne. Do dziś wspominam te pyszne bezmięsne potrawy i smakołyki, jakie dla nas serwowały. Codziennie przed poranną jogą i przed śniadaniem czekał na nas gorący napar z imbiru oraz zakwas z buraka, co było zupełną niespodzianką i prezentem od pani Basi dla nas. Śniadania były w formie bufetu ze wszystkimi możliwymi smakami, czyli na słodko dla miłośniczek słodkich początków dnia, i na słono dla miłośniczek wytrawnych, na ciepło i na zimno. Co kto lubi;).
Nasz weekend zaczął się spotkaniem w kręgu i zapoznaniem, gdzie ponad połowa pań wyznała, że to jest ich pierwszy raz z jogą dodając, że to ze mną chciały przeżyć ten pierwszy raz. Niesamowite było to, że drugiego dnia robiły wszystkie asany, jakby praktykowały od lat – czułam wtedy ogromną wdzięczność za to, że jestem świadkiem tego pięknego rozwoju.
Najbardziej poruszające dla mnie było to, że na ten weekend przyjechało 20 kobiet, które wcześniej się nie znały, a od przekroczenia drzwi Lipowej Doliny stały się sobie bardzo bliskie. Od samego początku stworzyła się między nami otwarta relacja. Rozmawiałyśmy prawie o wszystkim – o dietach, o pracy z ciałem, o psychoterapiach, o rodzicach, o dzieciach, o pracy z energią, o pracy z ciałem, o ciuchach i torebkach, o paniach do sprzątania, o dzieciństwie, o kosmetykach, o seksie. Ale nie rozmawiałyśmy o mężczyznach i uświadomiłam sobie to dopiero teraz.
Organizując wyjazd z jogą czułam, że chcę zrobić to tylko dla Kobiet. Chciałam, żeby ten czas był dla nich inspiracją, odpoczynkiem, miejscem wymiany i rozmowy. Chciałam, żeby mogły dać sobie, to czego same potrzebują, żeby mogły skupić się na sobie. To było cudowne patrzeć jak tworzy się między nimi relacja, jak czują przestrzeń do mówienia o sobie, do pytania i do słuchania.
Bycie w Lipowej Dolinie zakończyłyśmy medytacją miłującej dobroci oraz krótkim podzieleniem się, co dał nam ten weekend. Usłyszałam wtedy wiele pięknych refleksji, a jedna z nich cały czas jest w mojej głowie. Dagmara powiedziała, że stworzyłyśmy taką przestrzeń, w której bezpiecznie można było powiedzieć o wszystkim, nawet o tym, czego nie mówimy naszym bliskim czy rodzinom. Dla mnie był to czas wdzięczności i wzruszenia.
Nasz weekend zakończyłyśmy wspólnym wypadem na obiad do restauracji SushiStudio w Puławach, chciałyśmy pobyć ze sobą dłużej niż było zaplanowane i to był sposób na przedłużenie tego wspólnego bycia;)
Wyjazd do Lipowej Doliny był pierwszym zorganizowanym przeze mnie kobiecym weekendem z jogą. Zapraszam Cię na lutowy weekend w Gołębniku – niedaleko Kazimierza Dolnego – który odbędzie się od 28 lutego do 1 marca 2020 roku. Ten wyjazd będzie wyjątkowy, ponieważ do współorganizowania zaprosiłam Joannę Celińską, moją bratnią duszę. Asia pracuje z ciałem i duchem robiąc sesje BARS, refleksologię i chiropraktykę stóp, jest też terapeutką SPA oraz pracuje z kamertonami, prowadząc terapię dogłębno komórkową. Na naszym kobiecym weekendzie Asia poprowadzi wieczorne koncerty relaksacyjne kamertonów. A w ciągu dnia będzie możliwość indywidualnego skorzystania z jej pracy.
Więcej informacji o najbliższym Kobiecym weekendzie z jogą i kamertonami możesz przeczytać na FB LUI kliknij tu
Jeśli jesteś Kobietą i chcesz zrobić coś tylko dla siebie, to gwarantuję, że nasz weekend jest cudowną inwestycją w siebie.
Jeśli jesteś Mężczyzną, to możesz dać piękny prezent swojej Kobiecie w postaci czasu tylko dla siebie.
Jeśli interesujesz się kobiecym weekendem z jogą i kamertonami, ale lutowy termin nie jest dla Ciebie dostępny, to daję znać, że w 2020 będzie jeszcze okazja. W maju spotkamy się w Siedlisku Sobibór, a w październiku wracamy do Lipowej Doliny. Zapisz się do newslettera (możesz to zrobić tutaj), a dowiesz się o kolejnych takich wydarzeniach.
Ściskam Cię mocno i do zobaczenia
Lui
Komentarze